Nie szata zdobi człowieka, ale lepiej mieć ją ozdobną
niż prostą. Nic więc dziwnego, że już w starożytnym
Egipcie mieszkańcy ozdabiali swoje ubrania… techniką
haftu krzyżykowego i łańcuszkowego. Przez wieki
wymyślono niezliczone odmiany haftu: od najprostszych do
coraz bogatszych. Dziś kiedy masowo produkuje się różne
rzeczy, coraz więcej osób tęskni za wyrobami
oryginalnymi.
Pelagia Rudecka od lat znana jest nie tylko jako
pionierka, zaangażowana w wiele spraw, ale także jako
mistrzyni haftu. We wszystkich jej pokojach pełno
ozdobnych serwetek i obrusów. Przepiękne, misternie
dziergane wzory znaleźć można na poduszkach, pościeli.
Każda rzecz to małe arcydzieło.
Bo pani Pelagia jak już zabrała się za jakąś serwetkę,
tak długo ją wykonywała, aż była z niej do końca
zadowolona. A że perfekcjonistką jest, nie mogło być
krzywo czy niedokładnie. Każda rzecz ma swoje miejsce.
Jedne serwetki są do jednego pokoju, bo dopasowane
kolorystycznie do zasłon i koloru ścian. Inne mogą być
rozkładane w kuchni.
- Teraz to mam mało haftowanych rzeczy - mówi P. Rudecka.
- Mnóstwo rozdałam rodzinie, znajomym. Po co mi tyle
tego?
Co zrobić, by spod igły wyszły wspaniałe wzory? Tu nie
wystarczą same dobre chęci. Ładne haftowanie wymaga
dokładnego wykonywania ściegów, umiejętnego łączenia
elementów haftu, ciekawego komponowania całości wzoru,
właściwego dobierania grubości i koloru nici do rodzaju
tkaniny.
- Dziś już oczy nie te, co dawniej - mówi hafciarka,
która do Gubina przyjechała w marcu 1945 r. Miała wtedy
15 lat. I niewiele wiedzy o ówczesnym świecie. Czy tu
już miała być Polska? O tym przekonała się później. Jak
i o tym, że szaber jest jedynym sposobem, by przetrwać
trudne dni.
Ciężko było i później, bo życie nie oszczędzało pani
Pelagii. Ale nie narzeka na los. Bo w każdej sytuacji
potrafi znaleźć jej jasne strony. Ceni sobie przyjaźnie,
zarówno z Polakami jak i Niemcami. Nic więc dziwnego że
swoje prace pokazywała na wielu wystawach, także po
drugiej stronie Nysy.