|
Śpiewa, pisze wiersze i razem z wnuczką, leżąc na ziemi, liczy obłoki.
Wszędzie jej pełno. Lubi dużo mówić i wyrażać gestem swoje emocje.
Taka jest Ida Kaczanowska - laureatka tegorocznej nagrody kulturalnej Gubina.
Panią
Idę zastajemy w ogrodzie. Właśnie zaplata wianek z koniczyny. Dla
wnuczki Zuzi. I wspomina swoją Pierwszą Komunię, kiedy to mama zrobiła
jej piękny wianek z kwiatów i asparagusa. Sukienkę miała białą, ale na
buty już nie wystarczyło pieniędzy. Poszła więc w czarnych.
-
Mama była cudowna. Do Gubina w 1946 roku przyjechała z czterema swoimi
pociechami, czyli samymi córkami - mówi laureatka nagrody. - W naszym
domu była wyrwa po bombie. Mama ją zamurowała. Musiała być nie tylko
murarzem, ale i stolarzem, krawcową, szewcem. Pamiętam, jak szyła mi
buty...
Zamiast apteki - bank
- Coś mi w duszy
gra, dlatego muszę śpiewać - przyznaje. Robi to od urodzenia. A teraz
traktuje tę pasję jako rehabilitację: - Trochę się powydzieram i od
razu mi lepiej. Śpiew pomaga jej żyć. A ona pomaga ludziom. Od zawsze.
Tak przynajmniej mówią gubinianie.
W liceum marzyła o pracy w
aptece. Chciała zdobyć tytuł technika farmacji. Ale zaoczną szkołę
zlikwidowano. Została więc technikiem ekonomistą. Przez 36 lat i 7
miesięcy pracowała w banku. Ludzie wspominają ją bardzo dobrze. Każdemu
doradziła, pomogła, wyjaśniła zawiłe przepisy. Może dlatego, że w
ścisłowcu dusza humanistki mieszka?
- Jestem bliźniakiem, pełno we mnie sprzeczności. Jestem konkretna i romantyczna, silna i słaba - dodaje pani Ida.
Oczy jak radar
Za mąż wyszła mając niespełna 20 lat. W tym roku
miasto świętowało 47. Wiosnę nad Nysą, a ona 47 lat wspólnego życia ze
Stanisławem.
- Dobrze pamiętam, jak pierwszy raz całowałam się
pod gruszą... - wspomina i dodaje ze śmiechem. - Jaka ja była ciemna
wtedy. Nie to co teraz młodzież. A my ciągle kochamy się przeokropnie.
I... codziennie się kłócimy. Bo żyć bez siebie nie potrafimy.
Mimo
upływu lat, wciąż pisze o mężu, że jest "bezpieczną przystanią”, a
"jego oczy są radarem jej myśli”. I że "kocha go jak wodę, chleb i
sól”. Kocha go "tysiącem nienazwanych słów”.
- Hmmm, ja do niego tak wzniośle, a on? Nie lubi poezji. Dobrze, że choć z muzyką się rozumiemy bez słów - zauważa.
Miłości
w niej wiele. Do rodziny, przyjaciół, zwierząt. Pozytywne emocje
przelewa na papier. Przyznaje, że wiele zawdzięcza nauczycielom:
Lucjanowi Dziubkowi, Januszowi Janasowi. - To m.in. oni sprawili, że
jestem, jaka jestem - podkreśla. - Zarazili mnie tańcem, śpiewem i
poezją.
Nie o laury chodzi
- Pisała do szuflady. Jak przeczytałam te wiersze,
wiedziałam, że muszą ujrzeć światło dzienne - wspomina była dyrektorka
Gubińskiego Domu Kultury Danuta Kaczmarek.
- Nakłoniłam panią
Idę, by podzieliła się z innymi swoimi refleksjami i widzeniem świata.
A że organizowaliśmy Gubińskie Spotkania z Twórcami, prowadzący je
Stanisław Turowski i Tadeusz Żachuń zaprosili naszą poetkę na autorski
wieczór. Duża rolę odegrała nasza miejska kablówka.
Pani Ida
uwierzyła w siebie. Choć nie miała odwagi, by wysyłać wiersze na
konkursy. Koleżanki były jednak w tym względzie namolne. Z czasem
sukcesów było wiele. Publikacje w antologiach poezji, wydawanych w
Szczecinie. Nagrody Złoty Kasztan za teksty, a rok później dwa Złote
Kasztany za teksty i wykonanie piosenek poetyckich.
Było też
wyróżnienie w ogólnopolskim konkursie ,,O Złote Pióro”. Ale nie o laury
jej chodzi. Chce sprawiać innym radość. Na 15. festiwalu "Ziemia i
pieśń” w Szprotawie wyrecytowała wiersz napisany specjalnie na ten
jubileusz.
- Brawa od 1,2 tys. słuchających mnie ludzi spowodowały, że przeszły mnie dreszcze - mówi.
Zdmuchnąłby 18 świeczek
Bardzo dużo pisze o swoim mieście. Zna w Gubinie
każdy kamień. Każde drzewo. Kiedyś opowiadała o nich swoim synom:
Dariuszowi i Tomaszowi, dziś - wnukom: Zuzi (5 lat), Filipowi (13 lat)
i Karolinie (20 lat).
- Jestem strasznie zakochana w swojej
rodzinie. Wiem, że czasem bywam nadopiekuńcza, czasem szalona -
przyznaje. - Ale oni są dla mnie wszystkim.
Wśród wierszy ten
napisany dla synowej. Dwa dni po urodzeniu pierwszego wnuczka Kacperka.
Pisze jednak nie tylko o radości. W innych utworach są też cierpienie i
łzy. Bo los nie szczędził pani Idy, ani gdy była dzieckiem, ani gdy
została babcią.
Kacperek w wieku dwóch lat zakrztusił się
witaminą. Przez 14 lat leżał w domu nie odzyskawszy przytomności.
Całowała go, myła, karmiła, opowiadała bajki. I czuła, że jest, że ją
słyszy. Cała rodzina żyła nadzieją, iż któregoś dnia się obudzi. Tak
się jednak nie stało. Dziś świętowaliby jego 18. urodziny. Babcia
upiekłaby ciasto z jabłkami i otworzyła butelkę z malinowym winem. I
napisała kolejny radosny wiersz...
Spokój pod gruszą
Gdy zakończyła pracę, Janina Wodecka oznajmiła: "Nie będziesz siedziała w domu. Zapisuję cię do Związku Emerytów i Rencistów”.
Od
razu wybrali ją na wiceprzewodniczącą. Potem wciągnęli ją do
Stowarzyszenia Pionierów Miasta Gubina. Od czterech lat jest jego
przewodniczącą i prowadzi kronikę, ocala od zapomnienia ślady historii.
Śpiewała w Chórze Seniorów, od dziewięciu lat w Gubińskich
Łużyczankach, dla których pisze piosenki.
- Na scenie śpiewa całą sobą, macha rękami, tupie - opowiada D. Kaczmarek.
-
Nie umiem stać, skoro śpiewam moje wiersze. Przeżywam je po swojemu -
podkreśla laureatka kulturalnej nagrody. - Muszę tupać i koniec!
Razem z wnuczką podśpiewuje przeboje z lat 60. Uwielbia Marylę Rodowicz, choć kiedyś nie bardzo ją ceniła.
-
Wydawało mi się, że za bardzo się wygłupia. Aż któregoś dnia
przerywałam buraki na polu i zmęczona położyłam się pod gruszą (tym
razem bez całowania). Doznałam jakiegoś olśnienia nucąc sobie: "A
tymczasem leżę pod gruszą na dowolnie wybranym boku i mam to, co w
życiu najświętsze - święty spokój”.
Leszek Kalinowski
źródło:
Gazeta Lubuska
|
|
|