|
Mocno poróżnili się o szpital. Toczyli boje o nazwę powiatu. Mieszkańcy
Krosna Odrzańskiego i Gubina - lubią się, czy nie cierpią nawzajem?
"Gubiniaki, to cwane gapy. Chcieli do innego powiatu i obudzili się z
ręką w nocniku”, "Krosno zabiera nam wszystko. U nas niedługo nie
będzie żadnej instytucji”, "Dlaczego mniejsze miasto rządzi większym?”,
"Jak Gubin jest większy, to ja jestem święty Piotr”. To tylko kilka
przykładów głosów z internetowego forum "GL”. Ono czasem aż kipi od
wzajemnych oskarżeń i wulgaryzmów. Jak to naprawdę jest z krośnianami i
gubininami, kochamy się czy nienawidzimy?
- Nie nazwałbym tego
uczucia nienawiścią. Ale... - znany, lokalny patriota z Gubina Zbigniew
Bołoczko w myślach szuka odpowiedniego słowa. - Na pewno nie ma zgody.
W naszym powiecie naprawdę mniejsze miasto rządzi większym. My
podlegamy pod Krosno. Z każdą sprawą trzeba tam jechać. To wywołuje
naszą irytację. No bo jakby się czuli na przykład w Zielonej Górze,
gdyby ze wszystkim musieli jeździć do Gorzowa?
Ostatnio dwie
sprawy wzbudziły najwięcej kontrowersji i poróżniły mieszkańców obu
miast. Chyba najgłośniejszy był spór o szpital powiatowy. Do ostrej
wymiany zdań przy tej okazji dochodziło choćby pomiędzy burmistrzem
Gubina Bartłomiejem Bartczakiem a starostą Jackiem Hoffmannem. Drażliwy
temat być może niebawem znów wróci na tapetę. Wróble przy granicy
ćwierkają, że szykuje się reorganizacja lecznicy. Czy znów pojawią się
antagonizmy? Pożyjemy, zobaczymy.  - Za co lubię gubinian? Gubin pięknie się rozwija i to jest najważniejsze. A poza tym to biedne miasto przygraniczne, a my też jesteśmy biednym miastem, więc się dogadujemy. Zawsze biedak z biedakiem znajdą wspólny język. Ludzie nie są zarozumiali. Nie mam tam znajomych, dlatego bliżej miasta nie znam - mówi Stanisław, emeryt z Krosna Odrz. (fot. Paweł Janczaruk)
Kolejny kij w mrowisku, to
proponowana przez gubinian zmiana nazwy powiatu na
krośnieńsko-gubiński. Przy tej okazji również odezwały się wzajemne
animozje. - Przy granicy są jakoś bardziej nerwowi. I tacy ciągle
zacietrzewieni - ocenia krośnianin Waldemar Reszka. - Oni się rzucają.
A czego chcą tak naprawdę? Chyba jakieś kompleksy z nich wychodzą.
My
postanowiliśmy sprawdzić, jak to jest z stosunkami mieszkańców dwóch
największych miast w powiecie. Okazuje się, że wcale nie jest tak źle.
Choć kilku znalazło się takich, którzy sfotografować się nie dali. A na
pytanie, za co lubisz "tamtych” odburknęli tylko: - Najchętniej to
tamtym dałbym w łeb!
ZA CO LUBIMY KROŚNIAN?
* KAZIMIERZ BROHIŃSKI, emeryt z Gubina: - Myślę, że są mentalnością
bardzo zbliżeni do nas. Jesteśmy miastami przygranicznymi, a poza tym
sąsiedzkimi i chyba się lubimy. Jedyne, o co mamy pretensje, to powiat,
który nam odebrali. Przez to Krosno jest bardziej zadbane, bardziej się
rozwija, a my od lat nic z tego nie mamy.
* IRENA PEUKACKA,
emerytka z Gubina: - Bardzo lubię naszych sąsiadów, a nawet trochę im
zazdroszczę, bo to jednak zawsze powiat. Krosno jest ładniejsze,
czystsze. Ale jest też wiele niesympatycznych osób, jak np.
pielęgniarki w szpitalu. Bardzo mi to nie odpowiada. Choć zapewne nie
wszyscy mieszkańcy Krosna są tacy sami.
* RÓŻA SOBIEJEWSKA,
bezrobotna z Gubina: - W Krośnie mam siostrę i jestem tam średnio raz w
miesiącu. Lubię to miasto, jest bardzo przyjazne, zresztą jego
mieszkańcy również są bardzo mili, życzliwi. Najważniejsze, że się
dogadujemy i jako większe miasta sąsiedzkie nie mamy żadnych problemów
ze sobą, żadnych nieprzyjemności.
ZA CO LUBIMY GUBINIAN?
*
WIESŁAWA SANDECKA, pracownica straży granicznej z Krosna Odrz.: - Mam
koleżankę w Gubinie, z którą pracowałam i bardzo ją lubię. Często
jeżdżę do Gubina na zakupy, a poza tym tam jest przejście do Guben.
Bardzo mi się Gubin podoba, jest zadbany i ma swój urok. Ludzie są
sympatyczni, ale jak w każdym stadzie, tak i tam znajdzie się czarna
owca.
* MARIAN ŻYŻYK, emeryt z Krosna Odrz.: - Za co ich lubię?
Za wszystko! Za to, że są sympatyczni i chętnie porozmawiają z drugą
osobą. Mam tam sporo kolegów, przyjaciół, z którymi chodziłem do
podstawówki. Często się spotykamy i wspominamy, dlatego dla mnie to
miasto i ci ludzie mają specyficzny klimat, nie do podrobienia.
ZOFIA
KOZIŃSKA, emerytka z Krosna Odrz.: - To bardzo serdeczni ludzie, a
czasem są nawet przyjemniejsi i życzliwsi niż krośnianie. Mam tam
rodzinę, którą często odwiedzam i mam kontakt z tamtymi ludźmi. Są
niepowtarzalni. W tamtejszym szpitalu rodziłam też dwójkę swoich dzieci
i naprawdę kocham to miasto tak samo jak Krosno.
Artur Matyszczyk
źródło:
Gazeta Lubuska
|
|
|