|
- Lekarze zlekceważyli ciężki stan mojego dziecka! - żali się
gubinianka. Dyrektor lecznicy odpowiada: - Zrobiliśmy wszystko jak
należy.
Choć od wypadku minął ponad miesiąc, Gabriela Adamska wciąż nie potrafi powstrzymać łez.
Dramatyczne
wydarzenia działy się w Niemczech. 30-letni syn mieszkanki Gubina
jechał motocyklem. Nagle auto, które wyprzedzał, zablokowało mu drogę.
Winę, co potwierdza policja, ponosi kierowca samochodu. Ale dla
Sebastiana Adamskiego konsekwencje były tragiczne. Mężczyzna miesiąc
spędził w klinice za zachodnią granicą. Potem wrócił do kraju.
-
I tu tak naprawdę rozpoczął się kolejny nasz dramat - drżącym głosem
wspomina Adamska. Kobieta wykłada plik kartek. Wszystko spisała w
szczegółach. - 9 czerwca syn był już w domu. Dwa dni później jednak źle
się poczuł. Wezwaliśmy karetkę pogotowia. Lekarz rodzinny przepisał
leki przeciwbólowe.
Za trzy dni sytuacja się powtórzyła.
Chłopak poczuł silne kłucie w klatce piersiowej. Znów wezwałam
pogotowie. Dali antybiotyk i pojechali. Temperatura rosła. Sebastian z
uszkodzonym kręgosłupem czuł się coraz gorzej.
Pogotowie jeszcze
kilka razy przyjeżdżało do 30-latka. Za każdym razem jednak zostawał on
w domu. - To skandal! Dziecko umierało mi w oczach. Doktorzy nas
lekceważyli - rozpacza Adamska.
W końcu kobieta zainterweniowała
u rzecznika praw pacjenta w Zielonej Górze. Syn został przyjęty do
szpitala trzy tygodnie po powrocie do Polski. - A jeszcze w trakcie
kursowaliśmy z Gubina do Krosna, z Krosna do Zielonej Góry i z powrotem
pod granicę.
Przeżyliśmy koszmar - dodaje matka poszkodowanego
i pokazuje wypis z kliniki we Frankfurcie nad Odrą. A na nim spisane
jeden pod drugim urazy. "Tępy uraz klatki piersiowej, złamane żebra z
przemieszczeniem, krwiak opłucnej z odmą, złamanie ze zmiażdżeniem
łopatki prawej a także szóstego kręgu piersiowego” - to tylko niektóre
z nich.
Dlaczego Adamski, który właśnie przechodzi rehabilitację
w Sulechowie, nie trafił szybciej na szpitalne łóżko? Okazuje się, że
dyrektor lecznicy w Krośnie Odrz. widzi całą sprawę inaczej.
-
Pacjent przyjechał z Niemiec z rodziną. A to oznacza, że wskazanie
mogło być tylko jedno: opieka domowa. Pani Adamska jest
przewrażliwiona. Z naszej strony wszystko wykonaliśmy zgodnie z
procedurami. Lekarze, którzy przyjeżdżali do pacjenta nie mieli
podstaw, aby kierować go do naszej placówki. 
Poza tym
mężczyznę dokładnie przebadaliśmy, m.in. na oddziale internistycznym.
Za każdym razem kiedy u nas się pojawiał, miał dobrą opiekę - odpowiada
dyrektor szpitala powiatowego w Krośnie Odrz. Wojciech Rutkowski.
Rutkowski
zaprzecza też słowom Adamskiej, jakoby pacjenta przyjęto do szpitala po
rozmowie z rzecznikiem. - Rzeczywiście, rozmawiałem z nim. I
wytłumaczyłem całą sytuację. Ale to nie jego telefon sprawił, że
zdecydowaliśmy tak, a nie inaczej. Przeanalizowałem jedynie sytuację
jeszcze raz i poleciłem, żeby lekarze zajęli się nią ponownie.
Adamska zastanawia się nad oddaniem sprawy do Izby Lekarskiej.
Artur Matyszczyk
źródło:
Gazeta Lubuska
- Nie zostawię tak tej sprawy
- uderza pięścią w stół Gabriela Adamska.
- Razem z moim dzieckiem
przeżyliśmy koszmar.
(fot. Mariusz Kapała)
|
|
|